niedziela, 2 października 2016

Czym się różni szampon od płynu do mycia naczyń? Włosowe puzzle.

Jako, że staram się zrozumieć, co tak naprawdę dzieje sie z moimi włosami i skórą postanowiłam zrobić coś szalonego. Pomyślałam, ze porównam skład jednego z najpopularniejszych szamponów do...  popularnego płynu do mycia naczyń. Wpadłam na ten pomysł, ponieważ mam kilka butelek szamponów, a jako że od maja nie używam szamponów, postanowiłam je zużyć do mycia naczyń. I ku mojemu zdziwieniu, świetne się do tego sprawdzają. Rozpuszczają tłuszcz i myja dokładnie tak, jak płyny do mycia naczyń. 
Czemu? :-)




Więc pod lupe biorę szampon LOREAL Elseve Fibrology


Skład:
  • Aqua/Water, 
  • Sodium Laureth Sulfate, 
  • Coco-Betaine, 
  •  Sodium Lauryl Sulfate, 
  • Sodium Chloride, 
  • Glycol Distearate
  • Hexylene Glycol (emulgant), 
  • Lactic Acid (kwas mlekowy), 
  • Alcohol Denat., 
  • Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride
  • Sodium Hydroxide (soda), 
  • Aminopropyl Triethoxysilane
  • Polyquanternium-30, 
  • Limonene (kwas)
  • Linalool (kwas), 
  • Carbomer, 
  • Citronellol (kwas), 
  • Methylchloroisothiazolinone, 
  • Methylisothiazolinone, 
  • Parfum/Fragrance, (F.I.L. C159447/2).

Oraz mój niegdyś ulubiony płyn do mycia naczyń Ludwik Zielone Jabłuszko


 Skład:
  • Aqua
  • Sodium laureth sulfate
  • Sodium chloride
  • cocamidopropyl chloride
  • cocamide dea
  • sodium c 14-16 olefin sulfonate
  • cocamidopropyamine oxide
  • acetic acid (kwas)
  • parfum
  • tetrasodium edta (chelatujacy)
  • polyquaternium -39
  • polysorbate 20 (emulgator)
  • tocopherol
  • linoleic acid (kwas)
  • retinyl palmitate
  • camellia sinensis leaf extract
  • propylene glycol
  • colorant 
  • methylchloroisothiazolinone
  Na czerwono zaznaczam detergenty siarczanowe, na różowo tzw. delikatniejsze detergenty, substancje odzywiające i kodycjonujące sa zielone, na niebiesko sól, na zółto konserwanty. 


Wnioski:

Składy, tak jak myślałam, są bardzo bardzo podobne. W obu produktach mamy serie detergentów siarczanowych oraz delikatniejsze detergenty. Sól wystepuje też w obu, na początku składu. Są serie substancji zakwaszających, prawdopodobnie by stabilizować PH, tak samo na głowie jak i na rękach, przy myciu naczyń. Byc może mają w połączeniu z detergentami jakieś właściwości myjące. Są też substancje potencjalnie odżywiające i oblepiające, w obu przypadkach w podobnej ilości. W płynie do mycia naczyń widzimy tez składnik chelatujący (pomaga z twardą wodą) który widziałam też w milionach szamponów, ale akurat nie w tym. No i konserwatny, po kilka w każdym i takiego samego kalibru. W płynie do mycia naczyń (uwaga, różnica!) jest substancja barwiąca.

Jedyna substancją, która jeszcze różni te produkty jest nowy wynalazek rynku produktów do włosów,
Aminopropyl Triethoxysilane, z jego powodu produkt LOREALa ma tę wymyślna fibro- nazwę. O działaniu tegoż niewiele wiadomo, przeszukałam caly net i najciekawsze, co znalazłam to artykól na The Beauty Brains ale nawet tęgie głowy na tym z jednych moich ulubionych portali nie znalazly żadnych dowodów, że specyfik wnikając do włosa odbudowuje go w 39%, jak twierdzi producent. Warto poczytać, szczególnie, że jeśli mamy zamiar wypróbować te coś, w artykóle znajdziemy przeanalizowana serię różnych szamponów z tą technologią, gdzie można sobie wybrać, ten, który rzeczywiście ją w składzie ma i nie w śladowych ilościach. Jasne powinno być, że ta substancje nie zawiera się w każdnym szamponie i jakoś nie wierzę, by miała magiczne zdolności naprawiania całej serii suszenia i podrazniania skalpu, jakie potencjalnie wywołują detergenty, sól i parabeny. 

Nie piszę tego by polecać mycie głowy płynem do mycia naczyń. Ani naczyń szamponem (strata kasy...). Chciałam podkreslić, że szampony nie są żadną magiczna miksturą, która leczy skalp i pomaga włosom. Szampony maja działanie bardzo podobne do płynu do mycia naczyń. Po prostu czyszczą. Z czasem, po wielokrotnym używaniu, wysuszaja skórę (każdy widzi sucha skórę na rękach, po myciu garów... sucha skóre na głowie troche ciężej zauwazyć). Polecam ostrożność i umiar w stosowaniu detergentów na skóre głowy. Jestem pewna, że nadmierne używanie szamponu prowadzi w konsekwencji do wypadania włosów, podraznienia skalpu i strasznego przesuszu końcówek. Do leczenia tego na półkach stoi już i czeka seria masek, odżywek i serum. I przemysł sie kręci.



Szalone, co? Aż ciężko uwierzyć. Czekam na wasze przemyślenia i jesli gdzieś zawaliłam chemicznie, proszę o poprawienie mnie. Nie jestem Enisteinem, ciagle sie uczę. Pozdrawiam :-)

 

3 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe porównanie, które w pełni obrazuje jak działa kosmetyczny marketing... Coś co właściwie można uznać za szkodliwe jest wciskane ludziom jako cudowny produkt który uzdrowi włosy. Straszne to trochę, aż mi się źle robi jak myślę że kiedyś nabierałam się na te wszystkie reklamy z pięknymi paniami a później taka chemia lądowała na mojej głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tez... az nie moge uwierzyc jaka bylam glupia. Moglam sobie sprawic butelke Ludwika zamiast.

      Usuń
  2. Myślę, że chodzi tu jeszcze o różnicę stężeń. Ja raz w życiu miałam umytą głowę Ludwikiem, kiedy mama zrobiła mi olejowanie, które miało zadziałać w walce z tłustym łupieżem, prawdopodobnie olej rycynowy (łupież miał się potem łatwo wyczesać), którego żaden szampon nie chciał zmyć. Dopiero pomógł Ludwik. A muszę podkreślić, że to było prawie 20 lat temu i nasze szampony domowe to były jakieś zwykłe "rypacze" z SLS. Więc jeśli rypacz nie dał rady, a Ludwik owszem - wnioskować można, że płyn do mycia naczyń jest bardziej skoncentrowany i agresywny.
    U mnie zwykłe szampony powodowały przesuszenie skóry i łupież (odkąd odstawiłam szampony z SLS/SLES łupież u mnie pojawia się raz na ruski rok), ale też nie stawiałabym tu znaku równości ani nie demonizowałabym. Istnieją szczęściarze, którzy używają zwykłych szamponów przez dekady i nie mają żadnych problemów.

    OdpowiedzUsuń

Dziekuje!