piątek, 2 września 2016

Efekty świadomej pielęgnacji po czterech miesiącach. Podsumowanie.

To już cztery bite miechy, jak zaczęłam pisać tego bloga i od kiedy zaczęłam przemyślaną świadomą pielęgnację moich kudłów. Czas na podsumowanie i analizę, tego, czego udało mi się nauczyć. 

W maju moje włosy wyglądały szkaradnie. Były suche, szeleściły nawet, gdy je dotykałam. Okropnie się układały, zawsze nosiłam je spięte, bo było mi wstyd. 



Moja pielęgnacja na ten czas wyglądała tak:


* Myłam włosy szamponem z SLS firmy Lush I love juicy!. Średnio co dwa- trzy dni. Lałam szampon prosto na głowę.

*Używałam kostki stymulującej porost włosów Wardi Shan, na całe włosy i skalp, przy każdym myciu. Jeździłam kostką po włosach. Jak mydłem po ciele.

*Raz na jakiś czas "hennowałam" włosy farbą Venita. Może z raz użyłam czystej henny z Lush, Caca Rouge.

*Czasami po myciu używałam maski do włosów Organics Hair Mayonaisse. Maska ma brzydki skład. Same proste kwasy tłuszczowe, dobre składniki daleko po parfum.

*Nie wiem po co (efekt poniżej) ale używałam balsamu do loków Nivea. Zwykle na wilgotne włosy.

*Używałam gumek do włosów. Cienkich ale bez motelowych łączeń.

*Byłam grzeczna, nie czesałam włosów, nie używałam ręcznika, spałam na jedwabnej poszewce. Od roku już nie używałam suszarki. Od dawna prostownicy, karbownicy, lokówki.

Jedno, co wtedy udało mi się osiągnąć, to bajbiki, po kostce Wardi Shan. Za to totalna miotła na długości.



Tak to wyglądało wizualnie:



                     




Minęły cztery miesiące. Przy pomocy (DZIĘKUJĘ!!! JESTEŚCIE NIESAMOWITE!!! ) Kasi, Ani oraz genialnych skarbnic wiedzy u Wiedźmy i Anwen udało mi się osiągnąć coś, co do dziś nie mieści mi się w głowie. Linki do genialnych stron po prawej stronie.  

Wiem, że moje włosy nie są piękne, idealne, cudowne... ale mnie cieszą. 



Moja pielęgnacja na teraz:

*Suplementuję. Przeszłam przez specyfiki: Krzem (ten z Lidla), Calcium Panthotenicum, drożdże Drovit. Jem siemię lniane od lat, więc nie wiem, czy to ma jakiś wpływ na moje kudły. Teraz walczę z Biotyną 10,000.

*Wcieram wcierki. Moje ulubione to Vosene (z alkoholem), Jantar, kozieradka. Używam sławetnej chińskiej wcierki Andrea. 

* Pielęgnuje skalp. Używam Cerkogelu raz na jakiś czas, lubię maski z glinki na skalp, czasem olejuje skalp czarnuszką, bądź olejkiem łopianowym. 

* Olejuję przed każdym myciem, zwykle na humektantową maskę (Kallos Aloe, Natur Vital aloesowa) bądź na glut lniany i sok z aloesu, na mocno wilgotne włosy. Oleje, które bardzo lubię to jojoba, pestki dyni, czarnuszka, awokado, sezam, oliwa.  Olejuję na mokro na około 2 godzinki. Jeśli na sucho, to na całą noc.

* Nauczyłam się myć włosy maską. Moje ulubione do mycia to Vatika z czarnuszką oraz Kallos Color. Szamponu z SLS używam teraz już tylko raz na miesiąc i tylko metodą kubeczkową. Po SLSach zawsze bardzo swędzi mnie skalp.  Najdelikatniejszy ciągle wydaje mi się szampon Lusha I love juicy!. Ale i po nim zwykle muszę olejować skalp, bo swędzi. 

*Używam wypchanych dobrymi składnikami masek po każdym myciu, na lekko wilgotne wlosy. Z emolientów Biovaxy Naturalne oleje, Bambus i awokado, Pearl, Gold, inne: Pilomax Henna Wax Treatment Classic, Kallos Multivitamin. Z proteinowych Biovax Keratyna i jedwab. Z humektantów Natur Vital, Kallos Aloe, Isana Oil Care. 

* Żadko używam masek, tak jak są w słoiku. Uzupełniam półproduktami, tak, by jakoś uzupełnić PEHową równowagę. Z protein: genialna keratyna hydrolizowana. Z humektantów: genialny panthenol, glut lniany, świerzo wyciskany sok z aloesu. Z emolientów dolewam olejów, zwykle oleju jojoba. Ekstrakty: Żeń-szeniowa galaretka (taka do jedzenia...na potencję), czasem dożycam glinki, pudrów Amla, Kalpi Tone.

*Zawsze płuczę włochy lekko zimną wodą z dodatkiem gluta (mała filiżanka na litr wody) oraz octu jabłkowego (2-3 łyżeczki). 

* Po płukaniu, w totalnie mokre kudły wgniatam porcję balsamu do loków Nivea i groszek żelu męskiego Syoss. I uciskam loczki.

* Jako, że lubię chodzić w turbanie, wymyśliłam sobie  swój plumping. Używam starej koszulki męskiej typu żonobijka, którą robię ten plumping i tak chodzę z 20 minut. Nigdy nie dotykam włosów, zanim nie wyschną. Po wyschnięciu odgniatam ewentualne strąki, ale zwykle ich nie ma. 

* Hennuję, jak kolor traci na połysku, zwykle na odrosty, mieszanką Cassi z Henną (1/3 cassi, 2/3 henny). Rozrabiam na glut lniany. Nie doświadczam przesuszu, nauczyłam się dokładnie zmywać hennę w wannie wody.  

*Staram się zabezpieczać końcówki serum CHI i olejami.

*Nie czeszę. Tylko palcami na maskę przy myciu. 

*Staram się robic zdjęcia i pisać dziennik pielęgnacji, tu na blogu. Wtedy widzę, co się z nimi dzieje. 



Włosy na teraz:



  





Jeszcze daleka droga przede mną. Kudły zaczęły się kręcić na potęgę, na początku szły w rulony, jak u francuskiej lalki, teraz, bogu dzięki nie idą już w takie regularne rulony. Dziwnie bym się czuła w tym laleczkowym looku. Są mniej suche, puszą się tylko po humektantach, ale czasem nawet to lubię. Nigdy im dość olejów, dostają je w każdym daniu.

Od maja urosły jakieś 12 do 15 cm. Ciężko mi zmierzyć kręcone włosy. Im są dłuższe, tym mocniej się kręcą. Mam odrosty na całej głowie, takie z 10-15 cm teraz, które trochę dziwnie wyglądają, ale nie narzekam. Naciągnięty kosmyk sięga już prawie zapięcia stanika.

Zdąża mi się niestety czasem znaleźć rozdwojona końcówkę i coraz częściej myślę, że kiedyś przyjdzie czas na utratę kilku centymetrów, bo te stare końcówki bardzo się plączą i łamią. 


No, to by było na tyle. Wkładam mnóstwo energii w tę pielęgnację... ale warto! Czuję, że powoli odkrywam, jakie tak naprawdę mam włosy i jak naturalnie one wyglądają. 



Plan na przyszłość:

KONTYNUOWAĆ!
Wygrać z biotyną (mam wysyp pryszczy po niej).
Troszke podciąć kudły, żeby pozbyc sie tych rzadkich końcówek.
Przetestowac na skalp maskę Agafii droźdzową.
Odstawić silikony na tyle, bym mogła przestac używać SLSa.
Spróbować z delikatniejszymi detergentami, ale maximum raz- dwa razy na miesiąc.
Znależć proteiny, które moje kudły lubią.  
Przetestować esencję Snazil.
 


Jeszcze raz dziękuję Wam, dziewczyny za pracę, jaka włożyłyście we włosomaniactwo, za wszystkie rady i sugestie, jakie od was dostałam. 
Jak zwykle, będę wdzęczna za wszystkie przemyślenia i cokolwiek, co wam przychodzi na myśl. Pozdrawiam.




10 komentarzy:

  1. Efekty niebo a ziemia :) Ja jak widzę u siebie rulon to mam ochotę skakać pod sufit z radości, u siebie je uwielbiam! Ale jeśli Ty się w nich nie czujesz, to wiadomo.

    Moim zdaniem nawet na stuprocentowo bezsilikonowej pielęgnacji nie można zrezygnować z SLSa. Sebum, martwy naskórek, ewentualny stylizator do włosów, a nawet nabudowane zanieczyszczenia z powietrza - według mnie darcie SLSem raz na jakiś czas jest potrzebne. To może być, oczywiście, SLeS albo nawet ALS, może być z mnóstwem nawilżenia, ale choćby dla zdrowa skóry głowy nie powinno go w naszym schemacie zapragnąć.

    Co do protein, to chyba na Twoim miejscu zrobiłabym tak: zamówiła w sklepie z półproduktami hydrolizowaną keratynę, jedwab, mleko i jajco i to z nimi bawiłabym się w eksperymenty, za bazę biorąc sprawdzonego, a pozbawionego protein Kallosa. Ja wiedziałam, że moje kudły kochają keratynę, ale rok temu wpakowałam się w kanał kupując litr maski z jedwabiem - fajna, ale nie to. Myślisz, że się czegoś nauczyłam? W tym roku kupiłam litrowego (!!!) Kallosa Milk, no i oczywiście fajnie, ale do keratyny nie ma startu... A keratynowa maska Dr Sante czy keratynowa odżywka Nivea to już w ogóle cudo, ale na razie funkcjonuję na odlewkach, bo nie chcę mnożyć produktów w łazience.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez czasem mam wrazenie ze wcale sie nie ucze na bledach... bo cos mi zablyszczy no i sie skusze... ale co tam. Chyba taki to urok bycia kobieta. Zamowienie w zsk zrobie jak tylko bede w pl. Jedwabiu sprobuje. Kusi mnie tez l cysteina, kolagen... i sto innych rzeczy. No sie zobaczy 😉 Pozdrawiam i dziekuje Aniu.

      Usuń
    2. Ło matko, zapomniałam o kolagenie i elastynie! Całe szczęście, że nie ma Kallosa Collagen ani nic w ten deseń, chyba bym zbankrutowała ;D

      Usuń
    3. Jest Kallos Biotin. 😉😉😉😉😉 Jak wyjdzie kalosik bez silikonow to ja zbankrutuje i pewnie kupie za 3x polska cene na angielskim ebay. O elastynie musze poczytac.

      Usuń
  2. Ja tez wcieram kozieradke... Masakra. Przechodze już załamanie z ta wcierka ale nie poddam się :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapach jest hmmm... jedyny w swoim rodzaju. Mnie najbardziej denerwuje to parzenie co kilka dni bo nawet w lodowce zasmiarduje szybko. Kusi mnie pomieszanie z Jantarem... moze wtedy by nie kisla... ale troche szkoda mi Jantaru. Zycze wytrwalosci.

      Usuń
  3. Widać postęp. Też będę musiała coś uczynić ze swoimi włosami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto walczyc 😀 nawet o takie siano jak moje

      Usuń
  4. Jak na (tylko!) cztery miesiące pielęgnacji - efekty świetne! Nic, tylko kontynuować tą ciężką pracę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki. Jeszcze dluuuuga droga przedemna. :-)

      Usuń

Dziekuje!