poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Mycie włosów maską lub odżywką. Moje doświadczenia.

No więc, to już kilka miesięcy, jak myję moje kudły maską do włosów i coraz rzadziej używam szamponu. 
Chciałabym Wam opisać, jak przekonałam się do mycia włosów maską. Do mycia włosów z oleju! Na początku było to dla mnie wręcz nieprawdopodobne. 
Ale po tych kilku miesiącach moje kudły zaczęły oddychać. Skóra głowy, gdy wcześniej wiecznie swędziała, ukoiła się. Nic mnie już nie denerwuje, nie drapię się. Odstawienie detergentów było dla mnie przełomowe.

1) Wybór maski. Potrzebna jest duża ilość prostej w składzie maski, która wysoko w składzie zawiera substancje myjącą. Moją ulubioną jest cetrimonium chloride. Próbowałam myć maskami i odżywkami o innym składzie, ale zawsze okazywało się, że nie domywają oleju tak dobrze. Bardzo ważne jest, by maska nie miała w składzie parafiny, alkoholu, silikonów i polyquatów (quatów tez nie). Ważne jest, by zakupić maskę, której nie będzie nam szkoda... będzie potrzeba jej duuuuużo!
Odżywki mało gęste przy myciu wydaja się wchłaniać w moje kłaki a tym samym nie zostawiają poslizgu, tak jak gęste maski. Nie twierdzę jednak, że gdzies nie istnieje idealna dla mnie odżywka do mycia włosów. Po prostu jeszcze jej nie znalazłam i jakos nie pali mi się...
Moje ulubione:



                         

Moim faworytem w domywaniu olejów jest ciągle Kallos Color. Ten Kallos, w dużym wiadrze, to jedyny z serii nie zawierający silikonów. Zawiera za to olej lniany oraz filtr słoneczny. Czy rzeczywiście chroni mi włosy przed słońcem, gdy używam go tylko do mycia, nie mam pojęcia.
Przekonałam się też do Vatiki z czarnuszką, bo fajnie działa na skórę głowy i bez oporów można nią jechać skalp. Ma substancje myjącą niżej w składzie, niż Kallos a jednak zupełnie jej to nie przeszkadza myć moje kudły na błysk. Wydaje mi się też, że po myciu Vatiką zostają dłużej świerze. Bywało, że nawet 5 dni, co jest dla mnie nie lada wyczynem. Tylko... Vatika jest zielona. Strasznie brudzi łazienkę. Tego w niej nie lubię. Co do BingoSpa 40 aktywnych składników, to zaczęłam niedawno, ale póki co jest co najmniej tak fajny, jak Kallos Color. Co do olejów w składzie.. zupełnie mi nie przeszkadzają. Bardzo dobrze myją, o dziwo... Za to unikam ziół bo wysuszają. Zobaczymy, jak na dłuższą metę sprawdzi się te BingoSpa, ponieważ zawiera bardzo dużo ziół i ekstraktów. Jest też w BingoSpa kilka niefajnych chemikaliów (Hydantoin i benzoensan sodu, jest tez paraben). W zasadzie nie kupiłabym go, gdybym wtedy w Auchanie miała okazję dobrze obczytać, ale niestety nie miałam. Jednak myślę, że te składniki mi nie szkodzą. Może się mylę, czas pokaże.
Zniechęcił mnie za to do mycia odżywką specyfik Hair One, o którym możecie przeczytać TU. Niewiele wtedy wiedziałam o myciu maską czy odżywką. Bardzo skutecznie odstraszyła mnie od niego pompka z piekła rodem. Skład też taki sobie, oszukany. Ale ciągle ją mam i pewnie kiedyś spróbuje zdenkować do mycia, bo stoi i straszy na półce.
Na pewno też spróbuję jakiś nowych wynalazków, jak tylko wpadnę na jakiś interesujący skład.  Mam na oku Vatikę z cytrynką i tą drugą z kaktusem. Kiedyś na pewno wypróbuję. Polecam bardzo Vatiki osobom z wrażliwym skalpem. Nie wiem tylko jak stoi ich cena w Polsce. Tu sa tanie i stoją w Wilko, więc można sobie obczytać. Bardzo nęci mnie też Scandic Line, zachwalane przez Kasię i już dawno bym ją miała... gdybym miała gdzie kupić. Na Ebuy nie ma a w Polsce nie dorwałam.

2) Sposób mycia. Na początku zupełnie zraziłam się do mycia maską z bardzo prostego powodu: używałam za mało maski by cokolwiek na łbie domyć. Na moje włosy schodzi na jedno mycie dwie duże garście maski! Czasem trzy! Nie można żydzić w tej kwestii, dlatego tak ważne jest, by było jej dużo i by była tania. W zależności od oleju, jaki z kudłów zmywamy trzeba zwiększać, albo zmniejszać tę ilość. 

PROCES MYCIA:  Moczymy włosy i nakładamy na łepek tyle maski, by całe włosy i skalp były pokryte równomiernie grubą warstwą. Nie żartuję, mają być cale białe (albo zielone...heh). 
Teraz dokładnie masujemy skalp, delikatnie ale zdecydowanie. Nie ciągniemy za włosy. Masujemy. Potem bierzemy resztę włosów pomiędzy otwarte dłonie i masujemy długość włosów, znów delikatnie. Nie ciągniemy! Wkładamy łepek pod prysznic, by dodać trochę wody i proceder powtarzamy: masowanie skalpu i długości. Znów łepek pod prysznic i  tym razem delikatnie rozczesujemy włosy palcami, tak by maska swobodnie z nich spływała.
Na spłukiwanie trzeba dać sobie czas. To nie szampon. Trzeba spłukiwać, aż pod palcami nie czuć już żadnego poślizgu. Płukanie z myciem zwykle zajmuje mi około 2-4 minuty. Trzeba dać sobie czas też na nauczenie się optymalnej dla nas techniki manualnej. Maska się nie pieni, siła masowania i pocierania czyści nam włosy i skalp.



Taki rodzaj mycia, o dziwo, jest dużo prostszy jesli chodzi o zmywanie oleju. Po prostu schodzi łatwiej. Mimo, że maska się nie pieni. Tylko lekko jakby... emulguje. Nie wiem jak to nazwać. Robi się lżejsza, im dłużej nią pracujemy na kudłach. Trzeba pamiętac o delikatności, bo można narobić więcej szkody niż pożytku. Ja mam tendencję do zbyt energicznego mycia.

3) Bariera psychiczna. To było dla mnie najtrudniejsze w przekonaniu się do tej metody. Niestety, na początku moje kudły, szorowane przez lata SLSami i innymi detergentami, bardzo marudziły na mycie maską. Przetłuszczały się, okapywały albo puszyły... robiły wszystko, by mnie zniechęcić.  Taki stan trwał jakieś 5 myć. Potem się uspokoiły. Dzieje sie tak dlatego, że skalp przyzwyczajony do zrywania z niego naturalnego sebum nagle popadł w panikę i zupełnie nie wiedział, co robić.
Było też uczucie niedomycia. Prawdziwe, czy nie... do dziś nie wiem. To niestety nie pomogło to mojej styranej psychice, która ciągle szeptała: "Masz brudne włosy!" "Bleee... jesteś brudna!" itd itd. Już prawie się łamałam. Czułam się jak niedomyty dzieciak. Chyba wszystkich nas wychowuje się w ogromnym strachu przez brudem.


Ale, jako że moje włosy były w bardzo złym stanie, oszukiwałam się, mówiąc sobie "Jeszcze tylko ten jeden raz a potem wrócimy do szamponu...". I tak sobie powtarzałam, aż wszystko sie unormowało i już nie mam paranoi, że jestem niedomyta, bo włosy odżyły, przestały swędzieć i wyglądaja na superczyste. Metoda małych kroczków, jak zwykle, sprawdziła się i w tym wypadku.

4) Jak często?  Każdy musi sobie sam odpowiedzieć na to pytanie. Ja używam SLSa przed hennowaniem. Zdażyło mi się też użyć w upał, bo wydawało mi się, że są niedomyte.
W moim wypadku ideałem byłoby przestać całkiem używać detergentów, bo do niczego ich nie potrzebuję. Wolałabym raz na jakiś czas mycie szamponem dla dzieci o delikatnym składzie... Ale narazie nie mogę sobie na to pozwolić, bo używam kilku masek z silikonami a z racji okropnie durnych kłaków, które lubia kłapać, muszę je czasem zmywać.
Teraz w praktyce: SLS raz na miesiąc. I jest dobrze!!! Myję włosy co trzy-cztery dni. W upały częsciej. Dla porównania, gdy używałam detergenów do każdego mycia, myłam włosy codziennie. Bo wydawały mi sie brudne. I przyklapywały.
Będę powoli pozbywać sie silikonów z moich masek, więc może z czasem wyprawię się na poszukiwania delikatnego szamponu... albo może nie będę potrzebowac szamponu wogule. Kto wie...




Nie będę nikogo namawiać na siłę do mycia maską, bo sama przez to przeszłam i wiem, jakie to potrafi być trudne. Ale jeśli jesteś jedną z tych osób, które jak ja czują, że nie maja nic do stracenia, to polecam najpierw spróbować tego. Być może... uda się.  Jest duża szansa, że się uda. 

Wiem, że jest wiele dziewcząt, których skalp się buntuje przed myciem maską. U mnie było i jest odwrotnie. Moja skóra jest nieziemsko wrazliwa na detergenty. Odstawienie ich sprawiło, że same z siebie zaczeły rosnąć zdrowe. Wczoraj odkryłam, że na głowie rośnie mi 10 centymetrowy odrost, jak drugie włosy, tyle ich jest. Nie twierdzę, że to zasługa tylko mycia maską...ale jestem pewna, że to miało na moje odrastanie ogromny wpływ. Wiecznie podrażniony skalp nie miał siły na produkcję kudłów. Teraz już się nie drapię. To mój cud. No i włosy nie oklapują, czasem nawet się błyszczą, kręcą się, uwielbiają wszystkie możliwe substancje odzywcze. Po prostu są żywe.


Powodzenia wam życzę! I jestem ciekawa waszych doświadczeń.










13 komentarzy:

  1. Jak pewnie wiesz, uwielbiam mycie włosów maską :) Szkoda, że kallosy lubią czasem podrażnić mi skórę głowy, bo też fajne do mycia by były ;) Mi na jedno mycie schodzą jakieś 2 łyżki maski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To malutko. Ja jeszcze nie mam tyle doswiadczenia co ty wiec pewnie dlatego tyle mi schodzi. Trza dopracowac technike 😉

      Usuń
  2. Trochę rozumiem ten problem "z psychiką". Próbowałam mycia włosów odżywką po raz pierwszy kilka lat temu. Nie miałam jeszcze wtedy bloga, ale czytałam o tym na forach i też miałam taki problem "włosy niedomyte będą".

    Jednak teraz wiem już więcej i np. wiem, że odżywka ma składniki, które jednak myją. I też zmywa ona brud z włosów. Postanowiłam więc zrobić kolejne podejście do takiego mycia, ale jeszcze nie zaczęłam. ;-) Na razie szukam odpowiednich odżywek, które nie tylko domyją mi włosy, ale też będą im dobrze służyć. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia 😀 moje drugie podejscie skonczylo sie sukcesem... wiec moze i u ciebie sie uda.

      Usuń
  3. Tak jak wspominałam Ci ostatnio: u mnie na skórze głowy musi być szampon, choćby nawet łagodny. Ale mycie na długości odżywką to najlepsze co wymyśliły Włosomaniaczki :D Ja od samego początku włosomaniactwa aż do ścięcia włosów robiłam to balsamami do włosów Mrs. Potter's i jak kudły trochę podrosną, to na pewno do nich wrócę.

    Na blogach dziewczyny polecały odżywki Hegron. Nie rozumiem, nie pojmuję, rzadkie to-to jak woda, pół opakowania szło na jedno mycie.

    U Kasi wypatrzyłam maskę Scandic Fruit i mocno nastawiłam się, żeby dać jej szansę.

    Co tam jeszcze... aha, sporo dziewczyn "łamie" wskazówki odnośnie składów i myje włosy odżywką Nivea Targeted Repair czy jakoś tak :P Ja nie próbowałam, ale zdarzało mi się zmywać oleje nietrafioną/nielubianą/niedającą się zdenkować odżywką. Zawsze lepsze to niż wyrzucenie jej do kosza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pottersy chyba zmienily sklad... na silikonowy. Ale moge sie mylic.

      Usuń
    2. Aaa... pewnie ze tak. Wydaje mi sie ze umyc mozna kazda odzywka a odzywic to juz niestety nie kazda... a hegron to sama woda. Moje kudly lubia miec duzo do jedzenia. Czy w myjadle czy w odzywce. Byc moze niskoporowate wlosy lybia takie cienkie specyfiki do mycia. Kto je tam wie. Nie znam nikogo pozadnie niskoporowatego.

      Usuń
  4. Moje niskoporowce potrzebują myjadeł, na codzień łagodnego szamponu, a raz w tyg minimum muszę użyć zdzieraka ;) nawet przy zbyt łagodnym szamponie jest problem, bo mam uczucie niedomycia & przyklap totalny, także mycie maską/odżywką to zdecydowanie nie dla mnie :) acz wiem, że służy falowanym/kręconym i/lub wysokoporowatym.
    Swoją drogą mam pytanie, jak Ci Vatika z czarnuszką służy? Chodzi mi porost włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niskoporowate wlosy to dla mnie czarna magia. A co do Vatiki, przy myciu rzeczywiscie londuje na skalpie... a czy dziala na porost to raczej nie sadze albo minimalnie. Jest bardzo fajna ale dla mnie raczej jako myjadlo. Czytalam o dziewczynach ktorym wloski rosly po tej masce ale to raczej nie u mnie. U mnie kroluja wcierki i brak detergentow.

      Usuń
  5. Ja myję balsamami mrs potters :-)
    U mnie to samo, skalp przestał mnie swędzieć gdy przerzuciłam się na tę metodę. Ja na zmianę myję szamponem i odzywką, może za jakiś czas uda mi się jeszcze bardziej ograniczyć szampon :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie wiedziec ze nie jestem sama z moim swedzeniem po szamponie. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Chociaż od dawna stosuję tą maskę http://kosmetykiorientu.pl/maski-do-wlosow/89-dabur-vatika-maska-do-wlosow-zniszczonych-z-czarnuszka.html to nie wpadłabym na takie zastosowanie :) A przynajmniej nie celowo, chociaż czasami jak bardzo się spieszę i nie mam czasu na nakładanie i zmywanie maski po jakimś czasie to używam razem z szamponem. U mnie ta maska sprawdza się rewelacyjnie, włosy są po niej cudownie nawilżone, odżywione i zregenerowane. Co ważne to rzeczywiście nie przesusza skalpu, a u mnie sprawia, że głowa właściwie w ogóle mnie nie swędzi mimo że mam do tego skłonności. Bardzo polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vatika jest super. Na pewno skusze sie tez na inne. 😀

      Usuń

Dziekuje!