sobota, 20 sierpnia 2016

Czy kot domowy to zwierze stadne?- Mój punkt widzenia.

Uważa się, że kot, w przeciwieństwie do psa, nie jest stworzeniem stadnym. W opini publicznej króluje opinia, że "koty chodzą własnymi ścieżkami", są niezależne i nie liczą sie z opinią innych a w szczególności z opinią ludzi. Nawet tych własnych. 

W naturze koty rzadko łączą się w stada. Zwykle prowadzą życie samotnicze. Samotny myśliwy, wychowujący swoje młode, a gdy podrosną, wyganiający je ze swojego terytorium. Wyjątek stanowią lwy, które żyją w stadach, jednak ich dalekie pokrewieństwo do kota domowego jest dziś trudne do udokumentowania. .

Jednak doświadczenia ludzi, którzy obcują z kotami, równierz tymi dzikimi i niebezpiecznymi, często przeczą powszechnym przekonaniom. Wielu ludzi ma bliskie i rodzinne relacje z tymi najmniej poznanymi udomowionymi ssakami na naszej planecie. Perfekcyjna "maszyna do zabijania" zaakceptowała człowieka jako swojego partnera i towarzysza i czerpie z tej relacji wielką przyjemność. Niemozliwe? A jednak...

Jeśli interesuje cię, jak polepszyć swoją relacje z twoim malutkim kotem domowym warto zainteresować się ludźmi, którym udało sie to z ogromnymi kotami. Polecam film dokumentalny o Kevinie Richardsonie i jego lwach. Pan Richardson zajmuje się lwami, które uchodzą za stadne, ale jest też wielu ludzi, którzy bardzo podobne więzi nawiązali z tygrysami, gepardami i dużymi kotami leśnymi - podobno samotnikami. Wystarczy przeszperać Youtube. Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana a ludzka tendencja do szufladkowania zwierząt na "stadne" i "niestadne" nie sprzyja jej właściwemu zrozumieniu.




Nie zwariowałam polecając wam oglądanie filmu o lwach. Gdy przyjżysz się uważnie, zobaczysz wiele zachowań, które dobrze znasz a które twoja Kicia i twój Mruczuś demonstrują w domowych pieleszach. Ale to nie wszystko. Musisz zdać sobie sprawę, że owa "niestadność" kota to zwykły przesąd. Przecież nie można twierdzić, że z lwami i tygrysami "się da" a z twoim domowym Mruczkiem "się nie da"...? Moim zdaniem kot ma wybór. Może zostać samotnikiem, ale może też wybrać zycie rodzinne.

Każdy, kto planuje adopcję lub kupno kota, zanim to zrobi, powinien sobie odpowiedzieć na pytanie, jaki rodzaj relacji chciałby mieć w przyszłości ze swoim podopiecznym. I jaka relacja jest możliwa w warunkach mieszkaniowych, które sie posiada. 





Rodzaje relacji z kotem domowym




1) Relacja OBOK






Wielu ludzi lubi i praktykuje tę relację. Kot jest w domu karmiony i ludzie dbają o jego zdrowie. Kotek od małego jest traktowany raczej jak sprzęt domowy niż jak członek rodziny, nikogo z domowników nie interesują jego uczucia. Mały kotek szuka kontaktu z człowiekiem, póżniej dorasta i zaczyna coraz więcej czasu spędzać samemu. Czasami próbuje się porozumiec z człowiekiem, ale z racji barier w komunikacji i zupełnie innego języka, jakim sie posługuje, jest nierozumiany i uczy się, że człowiek to nie jest partner do rozmowy. Człowiek staje takim "czymś" co daje jedzenie i ciepły kąt. I to wszystko. Człowiek cieszy natomiast oko pięknym stworzeniem, majestatycznie przechadzającym sie po domu.

Nie twierdzę, że taka rejacja z kotem to coś złego. Ludzie i koty żyli tak przez stulecia, oboje szcześliwi z obopólnych kożyści (ty mi łapiesz szczury, ja ci dam ciepły kąt w zimie). Twierdzę jedynie, że świat się zmienia i dla takiego kota powoli przestaje w nim być miejsce. Rzadko potrzebujemy już kotów do kontroli populacji gryzoni w naszych domach. Kot wychodzący za to jest dziś w ciagłym niebezpieczeństwie.

Jeśli kot jest kotem wychodzącym, buduje sobie życie poza domem. Wraca tylko, gdy jest głodny, bądź gdy jest mu zimno. Taki kot odrzuca ludzi, nie uczy sie ich języka i może z czasem stać się dla człowieka agresywny, ponieważ nie widzi go jak członka stada, ani jak innego kota. W tej relacji człowiek często staje się w stosunku do kota "zwierzyną łowną", szczególnie w sytuacjach, gdy dorosły, wychodzący kot nagle zostaje zamknięty w domu, gdzie musi sobie sam szukać stymulacji, czyli czegoś, na co mógłby polować. Dzieje się tak również, gdy mały kotek nie ma szans nauczyć sie bezpiecznego zachowania w stosunku do ludzi. Nie uczy się, że "to nie jest fajnie" drapać, kopać i gryźć człowieka. Bo nikt się z nim nie bawi.




2) Relacja Z





W budowaniutej relacji ogromne znaczenie ma wychodzanie małego kotka. Ale też nie twierdzę, ze nie ma możliwości nawiązania bliższej relacji z kotem juz dorosłym. Czytałam nawet o bliskich relacjach z kotami wychowanymi dziko. Wszystko jest możliwe, jeśli włoży sie w to wysiłek.
Więc mały kotek zabrany jest do nowego domu, gdzie domownicy bawią się z nim! Zabawa to najważniejsze narzędzie do nauki, jakie dała nam natura. Nic pod tym wzgledem nas nie różni od kotów. Tak jak dzieci bawią się i tym sposobem poznają świat i istoty w nim żyjące, dokładnie tak samo dzieje się z małym kotkiem.

W zabawie domonicy uczą kociątko, wszystkiego, co później będzie mu potrzebne do zbudowania szczęśliwej, bliskiej relacji z człowiekiem i z innymi zwierzakami w domu. O tym jak się bawić z małym kotkiem, by wyrósł na kota, który empatyzuje z człowiekiem jeszcze napiszę. Kotek uczy się odrobiny ludzkiego języka (na przykład swojego imienia) a my, ludzie, uczymy się odrobiny kociego języka (mowa ciała, miałczenia, zachowania). Potrzeby emocjonalne kotka są zaspakajane. Więcej o potrzebach kota pisałam TU.

W "relacji Z" człowiek żyje z kotem, jak z członkiem rodziny. Kot i człowiek znajduja wspólny język i lubią ze sobą rozmawiać. Okazują sobie nawzajem uczucia, i te pozytywne i te negatywne. I szanuja nawzajem swoje zdanie. Mają swoje ustalone rutyny, które oboje lubią. Czują się w swoim towarzystwie komfortowo i bezpiecznie. W tej relacji nie ma miejsca na strach. Ani człowiek nie boi sie swojego kota, ani kot nie boi się człowieka. Nawet w trudnych sytuacjach.

Przypomina mi się sytuacja, kiedy mój kot postanowił zjeść gumke recepturkę...  Instynktowinie, nauczona doświedczenia z wszystkożernymi szczeniakami, dopadłam ją i otwarłam jej szczęke palcami, wygrzebując ową gumkę. Nie była zadowolona, ale i też zupełnie nie miała mi za złe, że to zrobiłam. Miałkneła, żeby dać mi do zrozumienia, że to nie było fajne i poszła się bawić swoją piłką. Dopiero później, w rozmowie ze starszą koleżanka, która też ma koty od lat, opisałam jej tę sytuację i jakieżbyło moje zdziwienie jej reakcją! Zrobiła bardzo duże oczy i powiedziała, że jeszcze nie widziała kota, który w tej sytuacji nie pogryzłby i podrapał człowieka. Wtedy do mnie dotarło. Ja i mój kot po prostu sobie ufamy. Czasem nam się nie podoba, to co robi drugie, ale w naszej relacji nie ma miejsca na agresję.  I mój kot nie jest w tej kwestii żadnym unikatem. Po prostu wychowałam go na członka rodziny.





Mam nadzieję, że przyblizyłam odrobinę mój punkt widzenia na relację jaką czlowiek może nawiązać z kotem. Bardzo jestem ciekawa waszych przemyśleń w tej kwestii... oraz czekam na konstruktywną krytykę. Pozdrawiam Was i wasze futrzaki.

















2 komentarze:

  1. Moja współlokatorka właśnie obwieściła mi, że w najbliższym czasie weźmie do swojego mieszkania (a mojej stancji) dwa trzymiesięczne kociaki. Podeślę jej ten artykuł i ciekawa jestem reakcji :)

    PS. Kto jest na tym zdjęciu ze śpiącym kotem? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... to wszystko ja i moj kot. Ciekawa jestem opini twojej kumpeli. Szczegolnie ze warto przemyslec takie sprawy zanim kotka sie wezmie.

      Usuń

Dziekuje!