poniedziałek, 27 czerwca 2016

Esencja Andrea na porost włosow. Efekty po miesiącu stosowania


Minął miesiąc od kiedy zaczęłam stosować esencję Andrea. Używałam jej w formie wcierki, w połączeniu z naparem z kozieradki, 1ml Andrei na 4ml kozieradki. Zwykle na noc, przed porannym myciem. Nie spodziewałam się żadnych cudów po chińskim ustrojstwie za 3f... Metode opisałam tutaj  W połowie drogi przestałam używać olejku łopianowego, bo chyba nie jestem fanka olejowania skalpu... niewygodnie mi się śpi z tłustą skora głowy.

Moje wrażenia z używania? Hmm, zwyczajna wcierka, nie zaobserwowałam niczego nadzwyczajnego, żadnych efektów specjalnych w postaci podrażnienia czy łupieżu. Próby  alergiczne na poziomie zerowym, równie dobrze mogłabym je robić woda. Zmarnowalam jej dosc duzo, na te proby.

Można by wcierke taką stosować w zasadzie na umyte i przyrządzane już włoski, bo tak jak kozieradka nie obciąża i nie tlusci. Ja niestety nie mogłam, bo moje włosy po wcieraniu układają się w dzikie gniazdo bażanta, chocbym nawet wode wcierala.

Wiec czas na efekty. Moje bejbi hery urosły około 3 cm. Na zdjęciach widać, ze nawet nie sięgały do mojego ohydnego pieprzyka. Teraz niektóre sięgają oczu. Z tego co wiem, to 3cm to dobry efekt... Wyglądają  na zdrowe, jest ich tez zaraz przy skórze więcej.







                





Pasmo kontrolne też chyba urosło. Przynajmniej kilka dobrych centymetrów. Roslo chyba trochę nieregularnie, kilka włosków bardziej, kilka mniej. 







          
Po                                  Przed 

Na długość ciężko powiedzieć, przy moim wiechciu, ale zdaje się, że też urosły...



   

                                    Po                                                                      Przed



Podsumowując, jestem zadowolona. Maj włochacz odrasta i to wcale nie powoli. Czy to zasługa braku SLSow, kozieradki od dwóch miesięcy, esencji Andrea od miesiąca, masaży skalpu które tak lubię...tego nie wiem. Ale odrastają. Wypadaja jakby mniej, wydaje sie, że jest ich wiecej w objętości.
Jestem alergiczka, nie spotkało mnie nic przykrego w moim spotkaniu z esencja Andrea, wiec myślę, ze nie ma się czego bać. Zamówiłam dwie dodatkowe buteleczki, które już do mnie lecą. Będę kontynuować. Czemu nie. Nie widzę nic, do czego mogłabym sie przyczepić. Tym razem wierzę Chińczykom. Zawsze miałam słabość do chińskiej medycyny.. może coś z ich wielowiekowej wiedzy wpadło do buteleczek z esencją Andrea.







2 komentarze:

  1. Właśnie zamówiłam to cudo. Mam nadzieję, że chociaż trochę uratuje moje smętne kłaczki :)

    http://aiszya.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziekuje!